Poznajcie Davida Wilsona

Przeszukując sieć natrafiłem na blog bardzo bliźniaczy do mojego – www.tuvalu-odyssey.net. Australijczyk David Wilson spędził na Tuvalu jakiś czas jako turysta i wygląda na to, że na dobre zakochał się w tym kraju i jego mieszkańcach. Po powrocie do domu założył stronę, na której umieścił wszystkie zrobione przez siebie zdjęcia i filmiki (polecam jego przejażdżki rowerem), zamieszcza też wpisy na bieżące tematy dotyczące Tuvalu. Oczywiście szczególne zainteresowanie tymi wyspami wzięło się z zagrożenia zmianami klimatycznymi, autor ma więc nadzieję, że jego strona przyczyni się do podnoszenia świadomości społecznej dotyczącej losów Tuvalu.

Jego ostatnia notka (niestety z lutego – mam nadzieję, że jednak wróci do zamieszczania wpisów) dotyczy tego, że przed jedynym hotelem w tym kraju – Vaiaku Lagi Hotel – pojawiła się… plaża. Dotychczas budynek położony był na samym brzegu, a każda większa fala lub przypływ powodowały, że woda dostawała się do pokoi położonych na parterze budynku, nie mówiąc o większej burzy czy sztormach. Postanowiono więc, że należy znacznie poszerzyć plażę wydobywając piach z dna oceanu. Dzięki takiemu działaniu wybrzeże jest chronione przed falami i sztormem. Proces powiększania plaży pokazuje poniższy filmik (praca samotnej koparki jest sama w sobie fascynująca ;).

Thule i Tuvalu

ThuleTuvalu plakatPrzypadkiem trafiłem na dobrze zapowiadający się film dokumentalny o Tuvalu, niestety zobaczyć go jest sporym wyzwaniem – mi się póki co nie udało.

Z informacji zebranych w Internecie wynika, że film powstał w 2014 roku i jego reżyserem jest Szwajcar Matthias von Gunten. Autor zestawił opowieści o rodzinach z dwóch odległych krańców świata: mieszkańców osady Qaanaaq (dawniej Thule) na północnym krańcu Grenlandii oraz mieszkańców Tuvalu. Ci pierwsi utrzymują się z polowania na foki, jednak topnienie lodowca i zmiany klimatyczne powodują, że jest to coraz trudniejsze; ci drudzy mieszkają na wyspach coraz częściej zalewanych przez ocean, przez co życie tam staje się nie do zniesienia (niektórzy Tuvalańczycy już wyemigrowali do Nowej Zelandii).

Ciekawe, czy takie zestawienie historii o ludziach mieszkających na peryferiach globu zwyczajnie udało się reżyserowi i czy uniknął taniego filmowego sentymentalizmu i moralizatorstwa? Niestety wygląda na to, że bez kupienia DVD na Amazonie nie mam szans na zobaczenie go w sposób legalny, bo ThuleTuvalu oczywiście nie ma polskiego dystrybutora. Może ktoś z Was go jednak widział jakimś cudem i mógłby podzielić się w komentarzu swoimi refleksjami?

The most boring country in the world?

Przeglądając hasztag #tuvalu na Instagramie natrafiłem na ciekawą wymianę zdań pomiędzy turystą (Duńczykiem Henrikiem Jeppesenem, który obrał sobie za cel odwiedzić wszystkie kraje i terytoria zależne na świecie) a mieszkanką tego wyspiarskiego kraju. Henrik wyraził się bardzo niepochlebnie o Tuvalu, bo… się nudził. Poważnie.

Tuvalu. The most boring country in the world. This is their government building, the tallest building in the entire country. I spend hours cleaning my room at the only hotel in Tuvalu and couldn’t wait to leave. It is very safe and the people are friendly, but Tuvalu is one of my least favourite countries as there isn’t anything to do.

Jest to trochę dziwaczne, bo na jego miejscu, nawet jeśli nie chciałbym zwiedzać wysp czy poznawać miejscowych, to przynajmniej leżałbym plackiem na plaży z jakąś książką. Widocznie sprzątanie pokoju hotelowego było jedynym zajęciem, które potrafił wymyślić Henrik. Replika Tuwalanki była następująca:

I’m Tuvaluan and I’ll tell you it’s not boring if you socialise with people. Tuvaluans are very friendly, so I advise you if you go again (if you want too) try socialising and getting to know the country abit more. There’s HEAAAAPS to do, loads of events happening in the manepa (falekaupula) they do fateles (tradition dances) and alot of other things😊

Owszem, na Tuvalu nie ma typowych atrakcji turystycznych, trudno się jednak dziwić, skoro rocznie odwiedza ten kraj ok. 1200 osób (według danych na portalu WP.pl).

Nota bene – jak można pojechać na Tuvalu i nie pójść zobaczyć fatele?!